Historia, która zaczęła się od jednego nocnego błysku, do dziś przyciąga tych, którzy wierzą, że są miejsca, gdzie czas, wiara i pamięć splatają się w jedno.
Światło, które nie zgasło od trzystu lat. Żuromin – mazowieckie „Miasto Dwóch Cudów”
W czasie gdy Mazowsze pustoszyła wojna północna, a noc była równie groźna jak dzień, w skromnej chacie żuromińskiego rolnika wydarzyło się coś, co na zawsze odmieniło losy miasteczka. Tajemnicze światło bijące z niewielkiego obrazu stało się początkiem jednego z najstarszych i najtrwalszych kultów maryjnych w regionie. Historia Żuromina to opowieść o cudzie, który zapłonął w XVIII wieku — i o drugim, który trwa nieprzerwanie do dziś.
Julia Zglińska
Wczoraj, 12:34
Światło, które nie zgasło od trzystu lat. Żuromin – mazowieckie „Miasto Dwóch Cudów” W mroku wojny północnej, gdy nad Mazowszem unosił się zapach prochu i niepewności, w małej izbie rolnika Blocha wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło mapę duchową Polski. Dziś Żuromin przyciąga tysiące pielgrzymów, ale wszystko zaczęło się od jednego, tajemniczego błysku w nocy z 8 na 9 września 1706 roku.
Noc, w której zapłonęło niebo Początek XVIII wieku nie był łaskawy dla tych ziem. Wojna północna zbierała krwawe żniwo, a przemarsze wojsk budziły lęk. To właśnie wtedy, między 1704 a 1708 rokiem, w ręce pobożnego rolnika o nazwisku Bloch trafił niezwykły przedmiot. Nie był to łup wojenny, lecz dar od żołnierza – niewielki obraz. Na pierwszym planie widniał św. Antoni Padewski z Dzieciątkiem, a nad nimi, w górnej części, czuwała postać Maryi. Nikt nie przypuszczał, że ten skromny wizerunek stanie się źródłem zjawisk, których nauka do dziś nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić. Mieszkańcy zaczęli szeptać o „niezwykłym jaśnieniu”. Obraz emitował światło tak silne, że było widoczne z zewnątrz budynku, nawet w najczarniejszą noc. Kulminacja nastąpiła w nocy z 8 na 9 września 1706 roku. Świadkowie twierdzili, że dom rolnika wyglądał, jakby płonął, choć ognia nie było. Wieść o tym, co dzieje się w Żurominie, rozniosła się błyskawicznie, a wraz z nią – pierwsze relacje o uzdrowieniach. Biskupia pieczęć i magnacki gest Zjawiska były na tyle donośne, że sprawą zajął się Kościół. Biskup płocki Ludwik Bartłomiej Załuski nie polegał na plotkach – powołał specjalną komisję, która przesłuchała świadków. Werdykt był jednoznaczny: wydarzenia mają charakter nadprzyrodzony. W 1708 roku wydano dekret uznający cudowność obrazu. Mała izba Blocha przestała wystarczać rzeszom wiernych. Wtedy na scenę wkroczył hrabia Michał Zdzisław Zamoyski, właściciel Żuromina. To dzięki jego wsparciu w 1714 roku stanął tu większy, drewniany kościół. Ale to był dopiero początek architektonicznej perły, którą możemy podziwiać dzisiaj.
Jezuicki rozmach i 55 metrów wiary W 1718 roku opiekę nad miejscem przejęli jezuici z Pułtuska. To oni w 1760 roku rozpoczęli ambitny projekt: budowę murowanej świątyni pod wezwaniem Świętej Trójcy. Prace nie były łatwe. Po kasacie zakonu jezuitów pałeczkę przejęli reformaci, kończąc budowlę, która do dziś dominuje nad okolicą. Charakterystyczna, 55-metrowa wieża jest punktem orientacyjnym widocznym z wielu kilometrów. Późnobarokowa architektura sakralna w Żurominie uznawana jest za jeden z najcenniejszych zabytków tej części Mazowsza. Świątynia została konsekrowana w 1786 roku i to tam, w ołtarzu głównym, spoczął cudowny wizerunek. „To nie jest tylko muzeum historii. To żywe miejsce, gdzie między 1721 a 1752 rokiem spisano aż 84 udokumentowane cuda” – wspominają kronikarze parafialni. Dlaczego mówimy o „Mieście Dwóch Cudów”? Pielgrzymi przybywający do Żuromina często zadają pytanie o to określenie. Odpowiedź łączy historię z teraźniejszością: Pierwszy cud to wydarzenie fizyczne – nadprzyrodzone światło z XVIII wieku i natychmiastowe uzdrowienia, które legły u podstaw sanktuarium. Drugi cud to fenomen socjologiczny i duchowy. To fakt, że mimo zaborów, wojen światowych i lat komunizmu, kult Matki Bożej Żuromińskiej przetrwał nienaruszony przez ponad 300 lat. Zwieńczeniem tej wielowiekowej drogi była uroczysta koronacja obrazu w 2000 roku, co oficjalnie potwierdziło rangę Żuromina jako jednego z najważniejszych ośrodków maryjnych w diecezji płockiej.
Dziedzictwo, które trwa Dziś sanktuarium w Żurominie to nie tylko cisza modlitwy. To coroczne, tłumne odpusty ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, które przyciągają pątników z całego kraju. To miejsce, gdzie historia o rolniku, żołnierzu i tajemniczym świetle wciąż wydaje się równie bliska, co trzysta lat temu. Dla mieszkańców Żuromin to powód do dumy, a dla przyjezdnych – moment zatrzymania w świecie, który pędzi coraz szybciej, zapominając o świetle, które czasem potrafi rozbłysnąć w najmniej oczekiwanym momencie.
Podziel się
Oceń
Napisz komentarz
Komentarze
Aktualnie nie ma żadnych komentarzy. Bądź pierwszy, dodaj swój komentarz.
Napisz komentarz
Komentarze